Show summary Hide summary
Film “Ink” w reżyserii Danny’ego Boyle’a otworzył w Wenecji festiwal i od razu stał się jednym z najgłośniejszych pokazów. To dynamiczna, miejscami bezkompromisowa opowieść o narodzinach współczesnych tabloidów i ludziach, którzy je stworzyli.
Akcja osadzona na przełomie dekad
Akcja przenosi widza do końca lat 60. XX wieku — czasu, gdy świat z zapartym tchem śledził lądowanie na Księżycu. Równocześnie młody Rupert Murdoch rozpoczyna w Londynie budowę medialnego przedsięwzięcia, które miało przesunąć granice prasy popularnej.
Magdalena Fręch wygrała w trzech setach — wybitna reakcja Polki w Chinach
Czy Kasia Cichopek pogratulowała Marcinowi Hakielowi kolejnego dziecka? On odpowiada

W pierwszych scenach filmu widzimy, jak Murdoch proponuje Larry’emu Lambowi stanowisko naczelnego. Cel jest jasny: przegonić w sprzedaży dominujący wtedy Daily Mirror. Na start “The Sun” sprzedaje około 600 tys. egzemplarzy wobec 2,5 mln dziennika konkurencji.
Metody, które zmieniły reguły gry
Lamb — twardy, zdeterminowany i gotów popchnąć redakcję do granic — wprowadza nową formułę. Tabloid łączy plotki o gwiazdach, relacje sportowe, relacje z przestępstw i zdjęcia roznegliżowanych kobiet. Redakcja gra na sensacji i tanim szoku, ale też trafia w obszary życia, które dotąd poważna prasa zaniedbywała.
Skutki są natychmiastowe. Gazeta pnie się w górę i wkrótce staje się najchętniej kupowaną w kraju — to początek dominacji tabloidów. W filmie Boyle pokazuje, jak upór i brak hamulców redakcyjnych przekładają się na ogromne nakłady i wpływ na opinię publiczną.
Kontrowersyjne posunięcia i ceny za sensację
W obrazie nie brakuje dramatycznych momentów. Kiedy żona zastępcy Murdocha zostaje uprowadzona w celu wymuszenia okupu, tabloid relacjonuje sprawę jako sensację. Po jej śmierci nawet sam Murdoch zaczyna wątpić, czy działania redakcji nie przekroczyły granic. Mimo to kolejne kontrowersyjne decyzje — w tym publikacja zdjęć topless — przynoszą skok sprzedaży do około 5 mln egzemplarzy.
Od sceny do filmu: jak powstał “Ink”
Danny Boyle trafił na sztukę “Ink” w 2017 roku. Spektakl odniósł sukces — zdobył cztery nominacje do nagrody Olivier, a wystawiony na Broadwayu przyniósł jeszcze dwie nagrody Tony. Reżyser natychmiast zobaczył w teatrze materiał filmowy, jednak doprowadzenie projektu do realizacji zajęło osiem lat.
Scenariusz napisał Graham, a Boyle przełożył teatralną opowieść na język kina, zachowując teatralny puls, lecz nadając filmowi własną, rozedrganą energię.
Styl, aktorstwo, przekaz
Boyle nadaje filmowi szybkie tempo: cięcia montażowe, niekonwencjonalne kąty kamery i krótkie, intensywne flashbacki tworzą lekko chaotyczny, ale sugestywny obraz. Efekt to raczej studium epoki niż sucha kronika wydarzeń.

W rolach głównych występują Guy Pearce jako Murdoch i Jack O’Connell w roli Lamba. Obaj przyjmują skomplikowane postaci — Pearce oddaje alienację przybysza z Australii, a O’Connell pokazuje rosnącą bezwzględność człowieka napędzanego sukcesem. Ważną kreację tworzy też Claire Foy jako jedyna postać otwarcie odmawiająca dalszego udziału w redakcyjnej filozofii — jej „nie” podkreśla, że film zauważa etyczne granice.
Dlaczego “Ink” ma znaczenie dziś
Boyle nie ogranicza się do rekonstrukcji wydarzeń sprzed pół wieku. Pokazuje, jak mechanizmy, które rozwinęły się przy redakcyjnym stole Lamb–Murdoch, zapisały się w dzisiejszym krajobrazie medialnym — od tabloidów po internetowe mechanizmy sensacji i klików.
Reżyser zwraca uwagę, że to, co zaczęło się w drukowanej gazecie, wyszło daleko poza nią i położyło podwaliny pod sposób konsumpcji informacji, jaki znamy obecnie. “Ink” działa więc nie tylko jako biograficzny portret, lecz także jako diagnoza przemian mediów.
To udane i energetyczne otwarcie festiwalu w Wenecji — film, który na długo zostaje w pamięci i stawia pytania o cenę popularności w mediach. Kolejne pokazy wzbudzają uzasadnione oczekiwanie.












