Show summary Hide summary
Arkadiusz Milik po raz kolejny znalazł się w centrum kontrowersji — tym razem nie za sprawą występu sportowego, lecz zachowania za kierownicą w Warszawie. Według doniesień “Faktu” napastnik Juventusu Turyn mógł stracić prawo jazdy, ale ostatecznie uniknął formalnej kary.
Policja zatrzymała samochód, skończyło się na pouczeniu
Do zdarzenia, które opisuje “Fakt”, miało dojść 25 września w stolicy. Policjanci obserwowali manewr wyprzedzania wykonanego przez Milika na podwójnej linii ciągłej i w rejonie przejścia dla pieszych.
Lalka wraca do łask czytelników po serialu
Suzuki w cenach jak w Chinach — wersja 1,4 zużywa 5,7 l/100 km

Funkcjonariusze ruszyli za pojazdem “na sygnale” i po krótkim pościgu zatrzymali kierowcę. Mimo że za to wykroczenie groziły mu według gazety 20 punktów karnych i mandat w wysokości 1 700 zł, policja ograniczyła się do pouczenia.
Chwilę później przejechał na czerwonym świetle
Niedługo po zatrzymaniu — jak podaje źródło — Milik miał ponownie złamać przepisy, przejeżdżając przez skrzyżowanie na czerwonym świetle. W tym miejscu nie było już patroli, więc 32-latek odjechał bez dalszych konsekwencji na miejscu.

Łącznie obie sytuacje oznaczają według “Faktu” sumę około 35 punktów karnych, co w teorii mogłoby skutkować utratą uprawnień do kierowania. W praktyce tym razem tego nie zastosowano.
Co to oznacza dla zawodnika?
Choć sprawa zakończyła się bez sankcji administracyjnych, opisane naruszenia są poważne z punktu widzenia przepisów drogowych. Dla kierowcy zawodowego — i osoby publicznej — takie zdarzenia niosą ryzyko dalszych konsekwencji przy powtórnych przewinieniach.











