Ruszył proces Natalii S. z Inowrocławia, która zabiła swojego syna Filipa.
- Napisał Radosław Sałaciński
- Mój partner nie chciał pomóc mi w utrzymaniu dziecka. Nie miałam za co utrzymać Filipka. Były takie dni, gdy szłam na obwodnicę, aby współżyć z przyjezdnymi, żeby zarobić na jedzenie dla dziecka. Mówiłam partnerowi, że dobrze jakby Filip nie żył - tak zeznawała Natalia S. z Inowrocławia, której proces ruszył w bydgoskim sądzie.
Dziewczyna nie miała łatwego życia. Jej ojciec siedział w inowrocławskim więzieniu. Mamie nie zawsze udało się zarobić tyle, żeby było na jedzenie. Natalia S. spędziła wiele lat w ośrodkach wychowawczych. Często z nich uciekała. Rodzice ostatecznie wyjechali do Wielkiej Brytanii i o córce zapomnieli. 21-letnia Natalia S. ostatnie lata mieszkała z babcią. Utrzymywały się wspólnie z 770 złotych emerytury, która z ledwością starczała na opłaty.
Dziewczyna odmówiła składania wyjaśnień. Sędzia Małgorzata Bonisławska-Kania odczytała dwie rozbieżne wersje zeznań, które Natalia S. złożyła do tej pory. W jednej oskarżyła Daniela W., który jest ojcem zmarłego Filipka. W drugiej ze szczegółami opisała jak dokonała zbrodni. Ostatecznie Natalia S. przyznała się do winy.
W zeznaniu opisała jak szaliczkiem udusiła synka w czasie, gdy spał. Następnie dokładnie go przebrała. Szalik schowała głęboko do szafy. Gdy przyjechała policja to powiedziała, że Filipek zasnął na zawsze.
- Natalia do dobre dziecko. Nie miała łatwego życia. Los ją bardzo skrzywdził. Od chwili, gdy policja ją zabrała dopiero teraz ją pierwszy raz widziałam. Nie stać mnie na przyjechanie do aresztu, żeby ją zobaczyć. Dzisiaj musiałam pożyczyć pieniądze, żeby stawić się na rozprawie. Policjanci nie dali mi nawet chwili, żebym dała Natalce tabliczkę czekolady - tylko na tyle było mnie stać - wdycha babcia Natalii.
Natalii S. grozi od 12 do 25 lat pozbawienia wolności. Kolejne przesłuchania jutro. Do sprawy wrócimy.











