Show summary Hide summary
Stoletnia tradycja Pucharu Davisa stanęła przed poważnym testem: po przekształceniu rozgrywek w tygodniowe finały coraz częściej brakuje w nich największych gwiazd. To rodzi pytanie, czy turniej można jeszcze uratować i jaki model zapewni mu przyszłość.
Od lokalnych spotkań do jednego finałowego tygodnia
Sensacja na ME siatkarzy: faworyt pokonany, pojawił się lider
Iskrzące starcie Krzan i Pirowskiego w programie Dzień Dobry TVN zawiodło widzów
Puchar Davisa zadebiutował w 1900 roku, a jego nazwa od 1945 roku upamiętnia Dwighta Davisa — jednego z pierwszych organizatorów i uczestników. Przez dziesięciolecia rywalizacja między krajami opierała się na systemie meczów u siebie i na wyjeździe.
Zmiana formatu, która przeniosła decydujące starcia do jednego, końcowego tygodnia, została wprowadzona w minionej dekadzie po silnym nacisku ze strony zawodników i inwestorów. Za projektem stała między innymi grupa powiązana z byłym piłkarzem Gerardem Piqué. Pomysł miał ułatwić zebranie gwiazd w jednym miejscu tuż po sezonie.
Nowa formuła spotyka opór
Rok po przenosinach turniej nie spełnił oczekiwań. Po wycofaniu imprezy z Hiszpanii finały rozgrywano m.in. w Bolonii, gdzie doszło do serii głośnych rezygnacji. Z turnieju wycofali się tacy zawodnicy jak Jannik Sinner i Carlos Alcaraz, a Novak Djoković również nie wystąpił.

W praktyce w decydujących meczach w Bolonii jedynym graczem z czołowej dziesiątki był Alexander Zverev. Nawet gospodarze wystawili mocno osłabiony skład, a mimo to wygrała ich reprezentacja. To pokazało, że nowy model nie gwarantuje udziału największych nazwisk.
Głos zawodników: rzadziej znaczy więcej
Wielu graczy proponuje radykalne rozwiązania. Felix Auger‑Aliassime zasugerował, by rozgrywki miały charakter podobny do igrzysk — rzadkie i wyjątkowe — co miałoby zwiększyć ich prestiż i zaangażowanie. Pozwalałoby to także zawodnikom lepiej gospodarować kalendarzem.

Carlos Alcaraz stwierdził natomiast, że turniej zyskałby, gdyby odbywał się co dwa lub trzy lata. W podobnym tonie wypowiadał się Alexander Zverev, który krytykował finałowy format jako oderwany od tradycji Pucharu Davisa. Zwrócił uwagę, że brak systemu meczów u siebie i na wyjeździe zmienia sens tych rozgrywek.
Do dyskusji dołączył także Ben Shelton. Zwrócił uwagę, że spotkanie USA z Australią rozgrywane w neutralnym miejscu, bez lokalnych kibiców jednej z ekip, traci wiele sensu.
Trzy możliwe ścieżki rozwoju
Przed organizatorami stoją co najmniej trzy scenariusze. Pierwszy to utrzymanie scentralizowanego formatu, który miał ujednolicić i skondensować rozgrywki. Drugi — powrót do klasycznych meczów u siebie i na wyjeździe, co przywróciłoby lokalny charakter rywalizacji.
Trzeci wariant zakłada podążenie śladem Billie Jean King Cup i przeniesienie części rozgrywek do krajów azjatyckich, między innymi Chin. Ten kierunek wiąże się z rosnącym znaczeniem rynku chińskiego w tenisie, ale budzi też pytania o logistykę i atrakcyjność dla zawodników.
Polska perspektywa
Na razie polska reprezentacja nie włącza się publicznie w debatę o przyszłości formatu. To zresztą problem globalny — decyzje zapadają na szczeblu międzynarodowym.
Sportowo polscy tenisiści mają powody do optymizmu. W lutym pokonali Egipt 4:0 i awansowali do Grupy Światowej I. Teraz, bez Huberta Hurkacza, zmierzą się w Brisbane z Australią.
Przyszłość Pucharu Davisa zależy od tego, czy da się pogodzić oczekiwania zawodników, telewizji i kibiców. Debata nad modelem rozgrywek będzie zapewne trwała, bo stawką jest przetrwanie jednej z najstarszych imprez drużynowych w tenisie.











