czwartek, 21 października 2010 22:00
Kobieta zadzwoniła po pomoc do mężczyzny, który siedział przed jej domem. Niestety prawdopodobnie zamiast otrzymać wsparcie, potrzebujący doczekał się śmierci.
Jedna z mieszkanek Kapuścisk zadzwoniła na pogotowie widząc mężczyznę, siedzącego na krawężniku ulicy Sandomierskiej. Ratownicy stwierdzili, że prawie 60-letni mężczyzna bardziej niż hospitalizacji, wymaga wytrzeźwienia. O pomoc w przetransportowaniu Wiesława O. do punktu pomocy osobom nietrzeźwym poprosili Straż Miejską. Strażnicy zapakowali delikwenta do radiowozu i odjechali. Od tego momentu nie wiadomo, co się z mężczyzną działo. Po przyjeździe na ulicę Fordońską okazało się, że niedoszły pensjonariusz nie daję oznak życia. Wezwany na miejsce lekarz stwierdził jego zgon.
Ale to nie koniec zagadki. Okazało się, że na głowie Wiesława O. pojawiły się obrażenia, których jak zeznają świadkowie, na Sandomierskiej jeszcze nie było. Według sprzecznych relacji obecnych przy zdarzeniu osób, przyczyny zranień na głowie poszkodowanego są różne. Jedni twierdzą, że mężczyznę potraktowano jak przysłowiowy „worek”, w trakcie umieszczania go w radiowozie. Inni zeznają, że widzieli jak Wiesław O. wypada z niego w trakcie transportu. Rzecznik prasowy bydgoskiej Straży Miejskiej odmawia komentarza do wydarzeń z siódmego października. Twierdzi, że śledztwo w tej sprawie jest w toku i zajęła się tym prokuratura. Strażnicy Miejscy sprawdzają, czy naruszone zostały procedury zatrzymania.
Według przeprowadzonej sekcji zwłok Wiesław O. zmarł w wyniku niewydolności krążeniowo-oddechowej. W takim razie czy w przypadku zatrzymania akcji serca strażnicy nie mogli udzielić wiezionemu w radiowozie człowiekowi pierwszej pomocy? Prokuratura nadal wyjaśnia skąd wzięły się obrażenia na głowie denata. Póki co nie stwierdzono, by rany były choćby pośrednią przyczyną zgonu.
Tekst
Agata Gryska
Zdjęcia
Archiwum APiF/Radosław Sałaciński
| « poprzednia | następna » |
|---|
Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.