Podżyrował 700 złotych, musi oddać ponad 120 tysięcy!
- Napisał Miłosz Sałaciński
W Bydgoszczy ruszył proces emeryta, który od 13 lat walczy z lichwiarską firmą. Z pożyczonych 700 złotych zrobiło się ponad 130 tysięcy złotych długu. Za dwa tygodnie sąd wyda wyrok.
Rozpaczliwy głos seniora
Jan Sznajder, 78-letni emeryt z Warlubia postanowił dochodzić sprawiedliwości w sądzie. Podżyrował pożyczkę w wysokości 700 zł emerytowanej pielęgniarce, Gabrieli Fandrejewskiej. Spłacił już 16 tys. zł. Nadal ma 130 tys. do zapłacenia. Grozi mu licytacja mieszkania. Komornik ustalił cenę wywoławczą lokalu na 25,8 tys. zł. Wystarczy to na pokrycie jednej piątej obecnego zadłużenia.
Prokurator będzie też przekonywał sąd, że umowa pożyczki jest na nieludzkich warunkach. Do czasu wydania wyroku będzie chciał zawieszenia licytacji mieszkania. Los emerytów jest w rękach kolejnego sądu. Jeśli przychyli się do pozwu, pętla kredytowa przestanie się zaciskać i będą podstawy do skasowania długu.
Przypominamy tą bulwersującą historię. W 2001 r. pani Gabrielawzięła od firmy Krzysztofa J. z Bydgoszczy 700 zł kredytu. Jej sąsiad, Jan Sznajder, pożyczkę podżyrował. Dług z odsetkami w wysokości 1.100 złotych miał być spłacony w sześciu ratach. Kobieta spóźniała się ze spłatą. Lichwiarz zaczął naliczać karne odsetki w wysokości siedmiu proc. za każdy dzień zwłoki. Wtedy nie obowiązywała jeszcze ustawa antylichwiarska. Sąd zaocznie wydał dłużniczce i żyrantowi nakaz zapłaty. Odsetki tymczasem nadal rosły. Komornik do tej pory zabrał kobiecie ponad 40 tys. zł. Z kolei pan Jan Sznajder stracił już 16 tys. zł. Tera takie odsetki byłyby niemożliwe. Obecnie oprocentowanie w skali roku nie może przekraczać czterokrotności stopy lombardowej NBP.
Krzysztof J., właściciel firmy która udzieliła pożyczki twierdzi, że tylko pomagał niewdzięcznym ludziom udzielając im kredytów w potrzebie. Zgodnie z umową mógł naliczać karne odsetki w wysokości 7 proc. za każdy dzień zwłoki. Wezwał do spłaty całego długu, czyli 516 zł kapitału głównego. Proponował ugodę, w ramach której zrzeknie się odsetek. Ostatnią wpłatę pani Gabrieli zaksięgował bowiem na poczet spłaty odsetek, a nie kapitału głównego. Więc dług nadal był, a odsetki wciąż rosły w morderczym tempie 1300 zł miesięcznie.
Dłużnicy mogli przerwać naliczanie odsetek. Nie wnieśli sprzeciwu od nakazu zapłaty, więc ten się uprawomocnił. Nie wpłacili dodatkowych pieniędzy. Rzecznik praw obywatelskich w 2006 r. odpowiedział Sznajderowi: "Mimo zrozumienia dla Pańskiej trudnej sytuacji ani RPO, ani nikt inny nie ma już żadnych prawnych ani faktycznych możliwości spowodowania uchylenia lub zmiany tego nakazu zapłaty, a w konsekwencji również spowodowania, aby komornik zaprzestał prowadzenia w stosunku do Pana egzekucji. Tylko Pański wierzyciel może odstąpić od egzekwowania należności i zwolnić z długu. Lecz jeśli nie zechce on zrobić tego dobrowolnie, to nikt obecnie już nie może go do tego zmusić".










