Menu

Wystawiła akt zgonu, a kobieta nadal żyła. Teraz pracuje w prywatnym pogotowiu!

W tym domu w Żołędowie doszło do opisywanej historii. W tym domu w Żołędowie doszło do opisywanej historii.

W maju ubiegłego roku pisaliśmy o śmierci 84 –letniej mieszkanki Żołędowa. Młoda anestezjolog z pogotowia ratunkowego wypisała akt zgonu nie badając 84-letniej pacjentki. Kobieta jednak żyła!

Podopieczna Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Osielsku wynajmowała mieszkanie na plebanii przy ulicy Bydgoskiej 30 w Żołędowie. Gdy nie mogła wejść do jej mieszkania pracownica opieki społecznej, to o pomoc poprosiła strażaków. Po wyważeniu drzwi znaleziono w pokoju leżącą kobietę. Wezwany na miejsce lekarz anestezjolog orzekł, że kobieta nie żyje.

- Na miejsce przyjechała zespół dochodzeniowy. Towarzyszyła mu ta sama lekarka, która stwierdziła zgon staruszki. Okazało się, że 84-latka ma jednak wyczuwalny puls. Otwierała również oczy. Kobietę niezwłocznie przewieziono do szpitala w Bydgoszczy. Wobec lekarki pogotowia trwa teraz postępowanie policji w sprawie narażenia pacjentki na utratę życiamówił w maju 2013 roku Maciej Daszkiewicz, z Policji w Bydgoszczy.

Na przełomie września i października śledczy z Prokuratury Rejonowej Bydgoszcz-Północ będą mogli postawić zarzut anestezjolog Bożenie B. Lekarka błędnie orzekła, że 84-letnia kobieta nie żyje. Będzie to możliwe, o ile biegły medycyny sądowej wyda opinię stwierdzającą, że lekarka popełniła błąd w sztuce. Ekspertyza ta jest w przygotowaniu od ponad roku.

Sprawa pewnie nie znalazłaby finału w postępowaniu prokuratury, gdyby nie fakt, że po kilku tygodniach pacjentka zmarła. Śledczy badają teraz, czy zgon mógł być następstwem błędów lub zaniechań lekarki.
Dlaczego postępowanie od niemal roku jest w punkcie wyjścia?

- To skomplikowana sprawa - wyjaśnia prokurator Dariusz Bebyn. - Niestety, w podobnych postępowaniach dotyczących kwestii medycznych musimy miesiącami czekać na ekspertyzę.

W chwili obecnej Bożena B. pracuje w jednej ze znajdujących się w Bydgoszczy firm, które zajmują się transportem medycznym - potocznie zwanych "prywatnym pogotowiem". Byli koledzy z Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego nie kryją oburzenia, że ta kobieta dalej wykonuje bardzo podobną pracę do tej w której popełniła tak skandaliczny błąd.