Cieszę się, że mama jednak żyje
Rodzina 84-letniej kobiety z Żołędowa jest w szoku. Nie mogą zrozumieć jak mogło dojść do takiej sytuacji.
- Gdy się dowiedziałem, że moja mama nie żyje wsiadłem bez wahania do samochodu i jechałem do Żołędowa. Mieszkam z rodziną na Śląsku. Było po osiemnastej, więc uznałem, że wieniec kupię już na miejscu, bo nie chciałem tracić czasu. Już w drodze dowiedziałem się, że mama jednak żyje - ulżyło mi, ale nie mogłem do teraz zrozumieć jak lekarz mógł popełnić taki błąd - mówi w rozmowie z Życiem Bydgoszczy syn kobiety.
Podopieczna Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Osielsku wynajmowała mieszkanie na starej plebani przy ulicy Bydgoskiej 30 w Żołędowie. Anna M., Polka z amerykańskim obywatelstwem nie otworzyła opiekującej się nią pracownicy opieki społecznej. Ta poprosiła o pomoc strażaków. Po wyważeniu drzwi znaleziono w łazience leżącą kobietę. Wezwany na miejsce lekarz anestezjolog orzekł, że kobieta nie żyje.
Na miejsce przyjechał zespół dochodzeniowy, aby zabezpieczyć dowody. W trakcie wykonywania zdjęć kobieta leżąca na podłodze w łazience ruszyła się. Policjant będący na miejscu był zaskoczony, ale wezwał ponownie pogotowie. Ta sama lekarka stwierdziła, że pacjentka ma wylew krwi do mózgu i uznała, że pacjentka wymaga hospitalizacji. - Wobec lekarki pogotowia trwa teraz postępowanie policji w sprawie narażenia pacjentki na utratę życia – informuje Maciej Daszkiewicz, z Policji w Bydgoszczy.
- Jesteśmy w dużym szoku. Doświadczona lekarka była na miejscu i nie wiemy jak to oceniać. Lekarka, która uznała, że pacjentka nie żyje wzięła dobrowolnie urlop. Tłumaczy to rutyną - mówi Tadeusz Stępień.
Więcej na ten temat w artykule: "Mieszkanka Żołędowa ożyła"









