Udało się nam porozmawiać z mężczyzną trudniącym się zbieraniem złomu.
- Życie tak się ułożyło, że jestem bez prawa do renty. Aby mieć pieniądze na jedzenie, od kilku lat zajmuję się zbieraniem złomu. Często pomagam ludziom w różnych drobnych pracach. Mieszkańcy bloków i domków chętnie przekazują mi zbędny sprzęt użytku domowego. Terenem mojego działania jest głównie Stary Fordon. Czasami uzbieram tyle lodówek i pralek, że muszę kilka razy obracać pożyczonym wózkiem do skupu przy ulicy Brzechwy. Za kilogram złomu dostaję około 80-90 groszy. Dziennie mogę w ten sposób zarobić nawet 100 złotych. Uzupełnieniem dużych gabarytowo sprzętów jest zbieranie puszek po piwie. Z tego też można mieć kilka złotych dziennie – opowiada Leszek Niezgódka.
- Przeczytałem w prasie o kradnięciu przez złomiarzy żeliwnych przykryw studzienek kanalizacyjnych. W moim skupie nigdy nie przyjąłbym takiej pokrywy. Nawet pokrojonej w drobne paski. Każdy klient musi się wylegitymować dowodem osobistym. Mam około 15-20 stałych dostawców surowców wtórnych. Dziennie przywożą do skupu około 1.000 kilogramów złomu. Jak do te pory nie miałem przypadku, aby ktoś sprzedał mi „trefny” towar – informuje kierownik skupu surowców wtórnych przy ulicy Brzechwy, Grzegorz Podlasiński.
- Przeczytałem w prasie o kradnięciu przez złomiarzy żeliwnych przykryw studzienek kanalizacyjnych. W moim skupie nigdy nie przyjąłbym takiej pokrywy. Nawet pokrojonej w drobne paski. Każdy klient musi się wylegitymować dowodem osobistym. Mam około 15-20 stałych dostawców surowców wtórnych. Dziennie przywożą do skupu około 1.000 kilogramów złomu. Jak do te pory nie miałem przypadku, aby ktoś sprzedał mi „trefny” towar – informuje kierownik skupu surowców wtórnych przy ulicy Brzechwy, Grzegorz Podlasiński.



