- Przyjechałem z Golubia-Dobrzynia upamiętnić śmierć mojego ojca. Minęły 73-lata od kiedy zabrano go siłą z domu. Nie spodziewałem się zobaczyć czegoś takiego. Córka, która mnie przywiozła wezwała policję. Byłem z nieletnimi wnukami - mam nadzieję, że tego nie widziały. Para leżała w krzakach dosłownie 10 metrów od alejki. Nie zgorszyło mnie to tak bardzo jak zabolał mnie brak szacunku dla historii tego miejsca - mówi Witold Ossowski, syn zabitego w Dolinie Śmierci nauczyciela.
Para to młodzi fordoniacy, którzy po paru minutach zostali zauważeni przez policję, gdy szli jedną z alejek. Zostali ukarani mandatem.




