czwartek, 27 stycznia 2011 17:30
O rodzinie z ulicy Powalisza pisaliśmy kilka dni temu. W mieszkaniu, które wynajmowali właściciele zdemontowali okna. Po naszej prośbie stolarka wróciła na miejsce.

Lokal zamieszkują cztery osoby. Mimo wypowiedzenia umowy dalej mieszkają pod tym adresem i nie planują go opuścić. W chwili, gdy przyszliśmy zapytać jak planują dalsze życie zjawili się właściciele z kolejnym monitem oraz wezwaniem do opuszczenia lokalu i uregulowaniem zaległości. Obie strony zarzucały sobie kłamstwo.
- Pan Roman mówił podczas podpisywania umowy, że pracuje, że mają stałe zameldowanie. Dopiero teraz wychodzi na jaw, że to wszystko było zmyślone - żali się Agnieszka, właścicielka nieruchomości.
Jaki maja Państwo pomysł na rozwiązanie sytuacji? - pytamy dzikich lokatorów. - Nie mamy gdzie się wynieść. Po 40 latach małżeństwa kobieta z pomocy społecznej zaproponowała nam rozdzielenie i zamieszkanie osobno w schroniskach dla bezdomnych. Na to w życiu się nie zgodzę! Nie potrafię zostawić żony samej - mówi z płaczem Roman Inaszak.
- Fordońska Spółdzielnia Mieszkaniowa mnie będzie ścigać za nie opłacenie czynszu. Mamy na nie kredyt, który cały czas spłacamy. Na dodatek we frankach szwajcarskich, które stale drożeją. W chwili obecnej mieszkamy u bliskich, ale z końcem miesiąca musimy się wyprowadzić - mówi Tomasz, właściciel.
- Może okazać się tak, że mając mieszkanie własnościowe będziemy bezdomni i to my będziemy musieli prosić pomoc społeczną o dach nad głową, bo nie będzie nas stać na płacenie za rachunki naszych lokatorów oraz wynajmować lokum dla naszej rodziny - dodaje.
W mieszkaniu przy ul. Powalisza jest tak ciepło, że musi być uchylone okno. Lokatorzy nie przejmują się tym, bo za ogrzewanie nie płacą. Nie płacą zresztą za nic. Dzikich lokatorów w Bydgoszczy są setki.
- MOPS nam nie pomoże. Mamy za wysokie dochody ponad 3000 złotych netto, ale połowę zabiera komornik - mówi pochylając głowę emeryt. Pani Halina wtrąca łamiącym się głosem, że zamiast prądu mają świeczki, wodę syn nosi ze strumyka. Głos łamie się także pani Agnieszce, właścicielce, która wczoraj przyniosła kwitek o kolejnym zadłużeniu. Tym razem za wodę.
- Za pierwszy miesiąc była duża niedopłata - ponad 200 złotych - dodaje Agnieszka. Na lokatorów skarżą się sąsiedzi. - Pożyczali pieniądze. Mówili, że za parę dni zwrócą i do tej pory nic - mówi sąsiadka.
Pomocy udzielają również fordońscy księża - nie tylko finansowej, ale prawnej i duchowej. To też nie wystarcza. Podobnych sytuacji w Bydgoszczy są setki. Pan Adam wynajął mieszkanie 3 miesiące temu. - Delikwent nie płaci. Jedyną metodą pozbycia się lokatora jest nękanie go - opowiada bydgoszczanin. - Trzeba mówić, że przyjdzie ekipa remontowa, wystawi drzwi. Gdy to zrobi, mówi się że przyjdzie następna. Lokator dzwoni i dopytuje - wyjaśnia. Pani Agnieszka ma inny plan: w lutym wprowadza się z rodziną do mieszkania. - Trudno, będziemy tu wszyscy razem - mówi. Dlatego miał być remont, wystawiono okna, o czym lokatorzy byli uprzedzeni. Okna szybko wróciły na swoje miejsce. Właścicielce żal było schorowanej lokatorki.
- Jak pójdziemy do schroniska, to co z meblami? - płacze pani Halina. - Jak się wyniosą, to my im te meble w piwnicy przetrzymamy... - mówi ze łzami w oczach pani Agnieszka. - Jutro pójdę do ROPS-u - mówi pan Roman. Podobno mówi tak nie pierwszy raz.
| « poprzednia | następna » |
|---|
Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.