Strażnik miejski okradł swoich kolegów z pracy. Przywłaszczył sobie ponad 33 tysiące złotych z konta pracowniczego.
- Znam Tomasza od 20 lat. Oboje wstępowaliśmy do służby w podobnym okresie. Ostatnio pracował w monitoringu miejskim. Często informował nas o tym gdzie mamy się udać na interwencje. To dobry człowiek. Z tego co wiem, jego życie mocno się skomplikowało. Podobno rozwiódł się, a chwilę później urodziły mu się bliźniaki. Utrzymanie małych dzieci oraz alimenty na żonę mogły go dobić. W żaden sposób go nie tłumaczę. Okradł nas wszystkich - swoich kolegów z pracy. Podejrzewam, że wszystko wyszło na jaw, gdy przed świętami ktoś chciał z tych pieniędzy skorzystać. Są to nasze pieniądze pracownicze. Sami decydowaliśmy o ich przeznaczeniu - mówi anonimowy pracownik Straży Miejskiej.
- Nie wiem co w tej sytuacji zrobimy. Nasze pensje nie są wysokie. Dużo poświęceń kosztowało nas odłożenie tej kwoty. Pewnie drugi raz takiej motywacji mieć nie będziemy. To mogło się stać w każdym zakładzie pracy. Szkoda, że stało się właśnie w Straży Miejskiej... - dodaje.
Dostęp do nich miał między innymi 44-letni Tadeusz P. Całą kwotę przelał na znane jemu konto kilka tygodni temu.
- Mój pracownik usłyszał zarzut przestępstwa. Nasz regulamin mówi jednoznacznie, że takie osoby muszą być natychmiast usuwane z pracy - wyjaśnia Marek Echaust, komendant Straży Miejskiej w Bydgoszczy.
- Sprawca przyznał się do przywłaszczenia ponad 33 tysięcy złotych. Dokładna kwota nie jest jeszcze znana - mówi Dariusz Bebyn z prokuratury Bydgoszcz-Północ.
Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że do przelania środków na inne konto wymagane były dwa podpisy. Tadeusz P. podobno sfałszował podpis kolegi, aby samodzielnie wyprowadzić pieniądze. Za kradzież grozi mu teraz do 5 lat więzienia. Został objęty dozorem policyjnym.
- Znam Tomasza od 20 lat. Oboje wstępowaliśmy do służby w podobnym okresie. Ostatnio pracował w monitoringu miejskim. Często informował nas o tym gdzie mamy się udać na interwencje. To dobry człowiek. Z tego co wiem, jego życie mocno się skomplikowało. Podobno rozwiódł się, a chwilę później urodziły mu się bliźniaki. Utrzymanie małych dzieci oraz alimenty na żonę mogły go dobić. W żaden sposób go nie tłumaczę. Okradł nas wszystkich - swoich kolegów z pracy. Podejrzewam, że wszystko wyszło na jaw, gdy przed świętami ktoś chciał z tych pieniędzy skorzystać. Są to nasze pieniądze pracownicze. Sami decydowaliśmy o ich przeznaczeniu - mówi anonimowy pracownik Straży Miejskiej.
- Nie wiem co w tej sytuacji zrobimy. Nasze pensje nie są wysokie. Dużo poświęceń kosztowało nas odłożenie tej kwoty. Pewnie drugi raz takiej motywacji mieć nie będziemy. To mogło się stać w każdym zakładzie pracy. Szkoda, że stało się właśnie w Straży Miejskiej... - dodaje.
Dostęp do nich miał między innymi 44-letni Tadeusz P. Całą kwotę przelał na znane jemu konto kilka tygodni temu.
- Mój pracownik usłyszał zarzut przestępstwa. Nasz regulamin mówi jednoznacznie, że takie osoby muszą być natychmiast usuwane z pracy - wyjaśnia Marek Echaust, komendant Straży Miejskiej w Bydgoszczy.
- Sprawca przyznał się do przywłaszczenia ponad 33 tysięcy złotych. Dokładna kwota nie jest jeszcze znana - mówi Dariusz Bebyn z prokuratury Bydgoszcz-Północ.
Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że do przelania środków na inne konto wymagane były dwa podpisy. Tadeusz P. podobno sfałszował podpis kolegi, aby samodzielnie wyprowadzić pieniądze. Za kradzież grozi mu teraz do 5 lat więzienia. Został objęty dozorem policyjnym.




