Grupa kilku osób zaczęła wycinkę drzew i krzewów na fordońskich górkach. Nie obyło się bez interwencji policji.
Spacerującym po bydgoskiej Dolinie Śmierci ciszę i spokój zakłóca dźwięk pił spalinowych. Na ponad ośmiu hektarach pracuje grupa karczująca drzewa. Mieszkańcy Fordonu są oburzeni, że taki teren zostanie bezpowrotnie zniszczony.
Ziemia należy do potomków osób zamieszkujących ten teren. Położony jest w bezpośrednim sąsiedztwie Domu Jubileuszowego przy ulicy Bołtucia. Nowi właściciele przez kilka lat próbowali przekonać lokalne władze, że ta działka powinna być w miejskich rękach. Cały teren jest porośnięty krzakami oraz małymi drzewami. Większość zostanie wycięta.
- Mamy zgody leśnictwa oraz wszelkie wymagane pozwolenia. Regularnie wzywana jest do nas policja oraz straż miejska w celu skontrolowania co robimy. Staram się zrozumieć postawę mieszkańców Fordonu, ale to nasza ziemia i staramy się ją zagospodarować. Staraliśmy się ją sprzedać miastu lub zamienić na inną. Nic z tego nie wyszło. W takiej sytuacji postanowiliśmy ją uporządkować i zacząć ją wykorzystywać. Na razie szukamy pomysłu jak wykorzystać dość atrakcyjne położenie. W tej okolicy nie ma żadnych aktywnych atrakcji, a sam fakt ile osób zainteresowało się naszą pracą jest dowodem, że jest to miejsce warte inwestowania - mówi współwłaściciel gruntu.
Ziemia należy do potomków osób zamieszkujących ten teren. Położony jest w bezpośrednim sąsiedztwie Domu Jubileuszowego przy ulicy Bołtucia. Nowi właściciele przez kilka lat próbowali przekonać lokalne władze, że ta działka powinna być w miejskich rękach. Cały teren jest porośnięty krzakami oraz małymi drzewami. Większość zostanie wycięta.
- Mamy zgody leśnictwa oraz wszelkie wymagane pozwolenia. Regularnie wzywana jest do nas policja oraz straż miejska w celu skontrolowania co robimy. Staram się zrozumieć postawę mieszkańców Fordonu, ale to nasza ziemia i staramy się ją zagospodarować. Staraliśmy się ją sprzedać miastu lub zamienić na inną. Nic z tego nie wyszło. W takiej sytuacji postanowiliśmy ją uporządkować i zacząć ją wykorzystywać. Na razie szukamy pomysłu jak wykorzystać dość atrakcyjne położenie. W tej okolicy nie ma żadnych aktywnych atrakcji, a sam fakt ile osób zainteresowało się naszą pracą jest dowodem, że jest to miejsce warte inwestowania - mówi współwłaściciel gruntu.



