O zablokowaniu drzwi wejściowych w budynku przy ulicy Gdańskiej 32 /5 poinformowali zatrudnieni tu pracownicy. Nie mogli wejść do korytarza prowadzącego do Biur Poselskich Iwony Kozłowskiej i Jana Rulewskiego.
- Do Biur Poselskich i prywatnego mieszkania wchodzi się z klatki schodowej przez wspólne drzwi. Jest to mieszkanie typowe dla okresu międzywojennego. Drzwi w żaden sposób nie można było otworzyć. Zachodziło podejrzenie, że w prywatnym mieszkaniu mógł zabarykadować się niezrównoważony psychicznie lokator. Wielokrotnie groził, że odbierze sobie życie. Dlatego poprosiliśmy o pomoc policje. Przyjazd pod naszą kamienicę pogotowia i Straży Pożarnej zaowocował stugębną plotka. Dzwoniono do mnie kilkakrotnie z zapytaniem, czy to prawda że ktoś powiesił się biurze senatora Rulewskiego – informuje Dyrektor Biura Poselskiego Iwony Kozłowskiej, Szymon Puławski.
-Policjanci wezwali na miejsce Straż Pożarną celem wyważenia drzwi wejściowych. Na wszelki wypadek wezwano również karetkę pogotowia. Alarm okazał się na szczęście fałszywy. Wyjazd wszystkich służb był nieuzasadniony. Po wejściu do lokalu okazało się, że wszystkie pokoje są puste - mówi Przemysław Słomski z Biura Prasowego Policji w Bydgoszczy.
- Do Biur Poselskich i prywatnego mieszkania wchodzi się z klatki schodowej przez wspólne drzwi. Jest to mieszkanie typowe dla okresu międzywojennego. Drzwi w żaden sposób nie można było otworzyć. Zachodziło podejrzenie, że w prywatnym mieszkaniu mógł zabarykadować się niezrównoważony psychicznie lokator. Wielokrotnie groził, że odbierze sobie życie. Dlatego poprosiliśmy o pomoc policje. Przyjazd pod naszą kamienicę pogotowia i Straży Pożarnej zaowocował stugębną plotka. Dzwoniono do mnie kilkakrotnie z zapytaniem, czy to prawda że ktoś powiesił się biurze senatora Rulewskiego – informuje Dyrektor Biura Poselskiego Iwony Kozłowskiej, Szymon Puławski.
-Policjanci wezwali na miejsce Straż Pożarną celem wyważenia drzwi wejściowych. Na wszelki wypadek wezwano również karetkę pogotowia. Alarm okazał się na szczęście fałszywy. Wyjazd wszystkich służb był nieuzasadniony. Po wejściu do lokalu okazało się, że wszystkie pokoje są puste - mówi Przemysław Słomski z Biura Prasowego Policji w Bydgoszczy.





