03. Styczeń 2012

RSS Facebook Twitter   

Piątek, 03. Czerwiec 2011 20:49

Zbyt niepokorni

przez  Agata Sałacińska
Zbyt niepokorni
Brak porozumienia przy bydgoskim stole odbił się echem w całej Europie. Czy prestiżowy festiwal może się nie odbyć?
Negocjacje pomiędzy partnerami są zawsze trudne, gdy w grę wchodzą duże pieniądze. Warto jednak zawsze pamiętać o celu nadrzędnym, przy planowaniu tak dużych inwestycji.

Rafał Rykowski, znana twarz bydgoskiej telewizji, dziennikarz i prezenter oraz Janusz Hetman zaangażowany przy produkcji Camerimage widzieli Bydgoszcz jako gospodarza dużego festiwalu „Niepokorni”.  Jak się łatwo domyślić kluczem doboru zaproszonych gwiazd była ich nietuzinkowość i nieprzewidywalność. Największym zaszczytem podczas tegorocznej edycji miał być przyjazd Boba Geldofa.

W sumie podczas ponad stu wrześniowych imprez w grodzie nad Brdą mieli pojawić się Tomek Lipiński z zespołem Tilt, i Cool Kids Of Dead z Łodzi,  dokumentalista Andrzej Fidyk, fotoreporter wojenny Krzysztof Miller i Wally Pfister - tegoroczny laureat Oskara za zdjęcia do filmu "Incepcja".  Festiwal miał być połączony z wręczeniem statuetek Salingera, autora "Buszującego w zbożu".  Swoje przybycie potwierdził Kenneth Slavensky, autora ostatniej biografii J.D. Salingera. Zbigniew Hołdys miał poprowadzić galę w Operze Nova.  Koszt całej imprezy opiewał na 1,2 mln złotych. Głównym sponsorem miało być miasto. Miało być, bo niestety panowie nie doszli do porozumienia i powodzenie całej inwestycji wisi na włosku.

Prezydentowi Rafałowi Bruskiemu bardzo podobała się idea takiego festiwalu, ale już na samym początku miał nieco odmienną wizję. Organizatorzy chcieli sprzedać miastu licencję do festiwalu tylko na trzy lata. Bruski na to nie przystał i nie zgodził się na wypłacenie zaliczki. Pomysłodawcy ustąpili, ale  niestety na większość spraw organizacyjnych potrzebowali środków, więc zaczęli szukać ich gdzie indziej. Z pomocą przyszła ProNatura, która zaproponowała swój udział w finansowaniu kwotą 123 tysięcy złotych. Negocjacje z inną spółką miejską prezydent uznał za brak lojalności i potwarz. W trakcie negocjacji podkreślał, że zabrania sięgania po dodatkowe miejskie środki  w inny  sposób.

Janusz Hetman tłumaczył się, że był pewien, że fundusze przekazywane przez ProNaturę miały pochodzić z Unii Europejskiej na promocję spalarni śmieci. Nie czuje się winny, bo to przecież prezes spółki powinien wiedzieć, czy może wesprzeć festiwal czy nie. Był jednak gotowy wycofać się z umowy z ProNaturą. Dla Bruskiego było już jednak za późno.

W negocjacje wkradły się emocje, co nigdy nie wróży nic dobrego. Prezydent obraził się, że organizatorzy są nie lojalni, organizatorzy, że prezydent niesłowny. Odwoływanie taki sław przynosi Bydgoszczy wstyd i stawia w złym świetle, a przecież chodziło o coś dokładnie odwrotnego. Sprawa jest na tyle poważna, że w ratuszu mogą się posypać głowy. Osób z ProNatury i tych odpowiedzialnych za namawianie prezydenta do finansowania festiwalu. Rafał Bruski jest twardym negocjatorem, jeśli jego warunki nie zostaną spełnione, miasto nie sfinansuje tego projektu. Skoro płaci to wymaga. Jeśli organizatorzy będą niepokorni  naszemu miastu może duża impreza przejść koło nosa.

Podobne filmy

Galeria zdjęć

  • Click to open image!
  • Click to open image!
  • Click to open image!
  • Click to open image!
  •  

Napisz komentarz