Z założycielem fundacji „Wiatrak” księdzem Krzysztofem Bucholz rozmawia Michał Sitarek.
- Znaczna część radnych ponownie chce zwrócić się do prezydenta Bydgoszczy, aby wsparł budowę Domu Jubileuszowego. Na czym najbardziej zależy "Wiatrakowi"?
- Najbardziej zależy nam na dokończeniu budowy i wyposażeniu wielofunkcyjnej sali. To otwiera szereg nowych możliwości: projekcje filmów, organizacja wystaw, koncertów, konferencji. Pomieści ona 200 osób. Cały budynek to natomiast 3,5 tysiąca metrów kwadratowych.
- W jaki sposób ta powierzchnia byłaby wykorzystana?
- Całość podzielona jest na 4 kondygnacje, które pozwoliłyby na wszechstronny rozwój człowieka zgodny z tym co głosił Jan Paweł II. Stad w piwnicach pomysł na siłownie, sale fitness i rehabilitacyjną, czyli coś dla ciała. Z myślą o szeroko rozumianej kulturze będzie zaadaptowany parter z wielofunkcyjną salą. Na piętrze znajdą się natomiast sale do prowadzenia zajęć edukacyjnych. Ostania kondygnacja ma służyć rozwojowi duchowemu. Stąd znajdzie się tam miejsce na oratorium, kaplice, ogród zimowy i sale papieską, gdzie będzie można zapoznać się z dorobkiem naszego papieża.
- Wcześniej mówiło się jednak o tym, że budowa Domu Jubileuszowego jest już na finiszu. Skąd teraz ten poślizg?
- Otrzymaliśmy zakładane wsparcie z regionalnego programu operacyjnego, czyli fundusze unijne rozdzielane przez marszałka. Zatroszczyliśmy się o wkład własny. Jednak po drodze boleśnie odczuliśmy podwyżkę VAT-u na materiały budowlane z 7 na 23 procent. Kosztorys tego nie zakładał. Nasze starania w ministerstwie kultury o dodatkowe wsparcie również nie przyniosły skutku. Do finiszu brakuje nam niecałych 2 mln zł.
- Czy oferta „Wiatraka” jest skierowana wyłącznie do osób wierzących.
- Nic bardziej mylnego. Nikogo kto do nas przychodzi nie pytamy o wyznanie, poglądy. Jesteśmy otwarci na wszystkich tak jak placówki prowadzone przez miasto.
- Za zajęcia trzeba płacić?
- Na wiele zajęć wprowadziliśmy tak naprawdę symboliczne opłaty. Zauważyliśmy, że gdy ich w ogóle nie było część osób zapisywała się na różne projekty, ale potem nie brała w nich udziału, a inni czekali w kolejce. Nadal jednak część oferty jest bezpłatna na przykład porady psychologa, czy działającą przy nas świetlica. Placówki komunalne działają na tej samej zasadzie.
- Znaczna część radnych ponownie chce zwrócić się do prezydenta Bydgoszczy, aby wsparł budowę Domu Jubileuszowego. Na czym najbardziej zależy "Wiatrakowi"?
- Najbardziej zależy nam na dokończeniu budowy i wyposażeniu wielofunkcyjnej sali. To otwiera szereg nowych możliwości: projekcje filmów, organizacja wystaw, koncertów, konferencji. Pomieści ona 200 osób. Cały budynek to natomiast 3,5 tysiąca metrów kwadratowych.
- W jaki sposób ta powierzchnia byłaby wykorzystana?
- Całość podzielona jest na 4 kondygnacje, które pozwoliłyby na wszechstronny rozwój człowieka zgodny z tym co głosił Jan Paweł II. Stad w piwnicach pomysł na siłownie, sale fitness i rehabilitacyjną, czyli coś dla ciała. Z myślą o szeroko rozumianej kulturze będzie zaadaptowany parter z wielofunkcyjną salą. Na piętrze znajdą się natomiast sale do prowadzenia zajęć edukacyjnych. Ostania kondygnacja ma służyć rozwojowi duchowemu. Stąd znajdzie się tam miejsce na oratorium, kaplice, ogród zimowy i sale papieską, gdzie będzie można zapoznać się z dorobkiem naszego papieża.
- Wcześniej mówiło się jednak o tym, że budowa Domu Jubileuszowego jest już na finiszu. Skąd teraz ten poślizg?
- Otrzymaliśmy zakładane wsparcie z regionalnego programu operacyjnego, czyli fundusze unijne rozdzielane przez marszałka. Zatroszczyliśmy się o wkład własny. Jednak po drodze boleśnie odczuliśmy podwyżkę VAT-u na materiały budowlane z 7 na 23 procent. Kosztorys tego nie zakładał. Nasze starania w ministerstwie kultury o dodatkowe wsparcie również nie przyniosły skutku. Do finiszu brakuje nam niecałych 2 mln zł.
- Czy oferta „Wiatraka” jest skierowana wyłącznie do osób wierzących.
- Nic bardziej mylnego. Nikogo kto do nas przychodzi nie pytamy o wyznanie, poglądy. Jesteśmy otwarci na wszystkich tak jak placówki prowadzone przez miasto.
- Za zajęcia trzeba płacić?
- Na wiele zajęć wprowadziliśmy tak naprawdę symboliczne opłaty. Zauważyliśmy, że gdy ich w ogóle nie było część osób zapisywała się na różne projekty, ale potem nie brała w nich udziału, a inni czekali w kolejce. Nadal jednak część oferty jest bezpłatna na przykład porady psychologa, czy działającą przy nas świetlica. Placówki komunalne działają na tej samej zasadzie.




