Opinię publiczną zbulwersowała sprawa z 2 marca 2011 roku, kiedy to straż pożarna nie przyjęła zgłoszenia o pożarze od człowieka, któremu płonęło mieszkanie po sąsiedzku. Przypomnijmy: w marcu zeszłego roku w środku nocy do jednostki straży pożarnej przy ulicy Pomorskiej 16 przybiegł pół nagi mężczyzna krzycząc, że pali się mu mieszkanie w podwórzu kamienicy przy ulicy Pomorskiej 14. Dyżurny straży poinformował go, że aby rozpocząć akcję musi mieć zgłoszenie telefoniczne. Mężczyźnie nie udało się wrócić po telefon, gdyż zadymienie było za duże. W tym czasie osoby mieszkające na pierwszym piętrze musiały wyskakiwać z okien i próbowały ewakuować z zadymionego mieszkania 84-letniego ojca, który przez chorobę był przykuty do łóżka. Strażacy przybyli dopiero, gdy jeden z sąsiadów zostawił im zgłoszenie telefoniczne. Jak na ironię hydrant, z którego strażacy pobierają wodę znajdował się właśnie na podwórzu kamienicy w pobliżu płonącego mieszkania. Niestety strażacy spóźnili się. Mieszkanie doszczętnie spłonęło. Starszy mężczyzna, mieszkający na piętrze w wyniku zaczadzenia zmarł w szpitalu.
Prokuratura wszczęła śledztwo. Okazało się, że pożar na parterze wybuchł przez niedopałek papierosa. Co do winnych opóźnienia rozpoczęcia akcji gaśniczej śledztwo umorzono. Okazało się, że JRG nr 1 przy ulicy Pomorskiej nie ma wewnętrznego monitoringu. Kamera znajdująca się na zewnątrz jest uszkodzona i nie ma możliwości rejestracji obrazu w nocy. Zeznania dyżurnego i dyspozytorki wskazują na to, że rzeczywiście do jednostki przyszedł mężczyzna i poinformował o pożarze, ale zgodnie z procedurą dyspozytorka musi mieć zgłoszenie telefoniczne.
Prokuratura wszczęła śledztwo. Okazało się, że pożar na parterze wybuchł przez niedopałek papierosa. Co do winnych opóźnienia rozpoczęcia akcji gaśniczej śledztwo umorzono. Okazało się, że JRG nr 1 przy ulicy Pomorskiej nie ma wewnętrznego monitoringu. Kamera znajdująca się na zewnątrz jest uszkodzona i nie ma możliwości rejestracji obrazu w nocy. Zeznania dyżurnego i dyspozytorki wskazują na to, że rzeczywiście do jednostki przyszedł mężczyzna i poinformował o pożarze, ale zgodnie z procedurą dyspozytorka musi mieć zgłoszenie telefoniczne.






