30. Grudzień 2012

RSS Facebook Twitter   

Nie ma telefonu, nie ma pożaru
2 komentarzy Napisz komentarzFilmGaleriaDrukujPoleć ten artykuł
Wtorek, 06. Listopad 2012 10:20    autor: Radosław Sałaciński    kategoria: Na sygnale
Bydgoszcz
Dwuletnie dziecko, które ucierpiało w pożarze straciło wszystkie zabawki. Fot. Radosław Sałaciński / archiwum
Żadnego strażaka nie ukarano za nieprzyjęcie ustnego zgłoszenia o pożarze.
Opinię publiczną zbulwersowała sprawa z 2 marca 2011 roku, kiedy to straż pożarna nie przyjęła zgłoszenia o pożarze od człowieka, któremu płonęło mieszkanie po sąsiedzku. Przypomnijmy: w marcu zeszłego roku w środku nocy do jednostki straży pożarnej przy ulicy Pomorskiej 16 przybiegł pół nagi mężczyzna krzycząc, że pali się mu mieszkanie w podwórzu kamienicy przy ulicy Pomorskiej 14. Dyżurny straży poinformował go, że aby rozpocząć akcję musi mieć zgłoszenie telefoniczne. Mężczyźnie nie udało się wrócić po telefon, gdyż zadymienie było za duże. W tym czasie osoby mieszkające na pierwszym piętrze musiały wyskakiwać z okien i próbowały ewakuować z zadymionego mieszkania 84-letniego ojca, który przez chorobę był przykuty do łóżka. Strażacy przybyli dopiero, gdy jeden z sąsiadów zostawił im zgłoszenie telefoniczne. Jak na ironię hydrant, z którego strażacy pobierają wodę znajdował się właśnie na podwórzu kamienicy w pobliżu płonącego mieszkania. Niestety strażacy spóźnili się. Mieszkanie doszczętnie spłonęło. Starszy mężczyzna, mieszkający na piętrze w wyniku zaczadzenia zmarł w szpitalu.
Prokuratura wszczęła śledztwo. Okazało się, że pożar na parterze wybuchł przez niedopałek papierosa. Co do winnych opóźnienia rozpoczęcia akcji gaśniczej śledztwo umorzono. Okazało się, że JRG nr 1 przy ulicy Pomorskiej nie ma wewnętrznego monitoringu. Kamera znajdująca się na zewnątrz jest uszkodzona i nie ma możliwości rejestracji obrazu w nocy. Zeznania dyżurnego i dyspozytorki wskazują na to, że rzeczywiście do jednostki przyszedł mężczyzna i poinformował o pożarze, ale zgodnie z procedurą dyspozytorka musi mieć zgłoszenie telefoniczne.
 
Przeczytano ten artykuł 538 razy
 
 
Komentarze
bydgoszczanin Piątek, 16. Listopad 2012 06:46
bydgoszczanintakie rzeczy to tylko w naszym kraju mogą się dziać. Szkoda tylko że ten strażak nie siedzi tam z powołania, ale z racji posiadania tatusia gdzieś wysoko. Gdyby sytuacja miała miejsce przy jakiejś OSP, to nikt by nie czekał na wezwanie telefoniczne. Zastanawia mnie fakt, co byłoby gdyby to płonące mieszkanie było Gmurczyka...jak wówczas by zareagowała komisja dyscyplinarna. Ale o czym my tutaj mówimy...jeden gwałci i dostaje wyrok w zawiasach, potem auto za grubą kaskę i strażak, mający gdzieś fakt, ze obok się pali. No bo przecież po co biec do straży w czasie pożaru...
bydgoszczanin Piątek, 16. Listopad 2012 06:45
bydgoszczanintakie rzeczy to tylko w naszym kraju mogą się dziać. Szkoda tylko że ten strażak nie siedzi tam z powołania, ale z racji posiadania tatusia gdzieś wysoko. Gdyby sytuacja miała miejsce przy jakiejś OSP, to nikt by nie czekał na wezwanie telefoniczne. Zastanawia mnie fakt, co byłoby gdyby to płonące mieszkanie było Gmurczyka...jak wówczas by zareagowała komisja dyscyplinarna. Ale o czym my tutaj mówimy...jeden gwałci i dostaje wyrok w zawiasach, potem auto za grubą kaskę i strażak, mający gdzieś fakt, ze obok się pali. No bo przecież po co biec do straży w czasie pożaru...
 
 

Udostępnij ten artykuł
Add to Google Buzz Add to FaceBook







Napisz komentarz
<< Topielec w Myślęcinku Poważny wypadek na Armii Krajowej >>  
Realizzazione CMS