Prezydent Bruski po miesiącu swojej pracy określił zarys planów na najbliższe miesiące i jego wizję dla Bydgoszczy.
Niestety Rafał Bruski nie ma dobrych wiadomości dla bydgoszczan. Jest źle, żeby nie powiedzieć, że jeszcze gorzej. Sytuacja miejskiego budżetu przedstawia się dramatycznie. Bilans przychodów i kosztów był przygotowany raczej w formie życzeniowej niż realnych możliwości miasta. Oczywiście wpływów ze sprzedaży nieruchomości miało być więcej, a poniesione wydatki o wiele niższe. Dlatego w najbliższych latach czeka nas zaciskanie pasa.
Po pierwszym miesiącu pracy w ratuszu, Rafał Bruski wydaję się być troszeczkę zniechęcony, rozczarowany i przerażony ogromem niefrasobliwości urzędników i pracą jaka go czeka, aby wszystko wyglądało jak należy. Podkreśla, że nie wyobraża sobie współpracy z osobami, którym nie ufa. Za takich uważa urzędników, którzy gorliwie popierali jego kontrkandydata i po jego przegranej nie czują się zobowiązani by opuścić zajmowane stanowisko. Wiemy również, że szykuje się reorganizacja administracji i zwolnienia.
To są jednak sprawy urzędowe, a bydgoszczan interesuje jak te wszystkie zawirowania przekładają się na jakość życia obywateli. Nowy prezydent chce naprawić dziury w jezdni, ale nie korzystając z usług firm zewnętrznych, tylko siłami Zarządu Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej. Wyposażając go w maszyny niezbędne do naprawy nawierzchni. Jednak to jakie urządzenia, za ile i od kogo kupi nie jest jeszcze ściśle określone. Niestety na dopłaty do wody prawdopodobnie nie możemy liczyć, bo miasta na to nie będzie stać. Jednocześnie prezydent jest otwarty na wszelkie propozycje, sugestie, skargi i kłopoty, których jak mówi chętnie wysłucha na spotkaniach z mieszkańcami.
Przez miesiąc pracy nowego prezydenta byliśmy świadkami kilku głośnych odejść i zwolnień, długotrwałego wyboru zastępców, mozolnej pracy przy sprawdzaniu dokonań poprzednika, brnięcia w ślepy zaułek sytuacji budżetowej i mglistych planów na przyszłość. Rafał Bruski nie chce niczego obiecywać, a nam zostaje wierzyć, że ma plan żeby nam żyło się lepiej.
Niestety Rafał Bruski nie ma dobrych wiadomości dla bydgoszczan. Jest źle, żeby nie powiedzieć, że jeszcze gorzej. Sytuacja miejskiego budżetu przedstawia się dramatycznie. Bilans przychodów i kosztów był przygotowany raczej w formie życzeniowej niż realnych możliwości miasta. Oczywiście wpływów ze sprzedaży nieruchomości miało być więcej, a poniesione wydatki o wiele niższe. Dlatego w najbliższych latach czeka nas zaciskanie pasa.
Po pierwszym miesiącu pracy w ratuszu, Rafał Bruski wydaję się być troszeczkę zniechęcony, rozczarowany i przerażony ogromem niefrasobliwości urzędników i pracą jaka go czeka, aby wszystko wyglądało jak należy. Podkreśla, że nie wyobraża sobie współpracy z osobami, którym nie ufa. Za takich uważa urzędników, którzy gorliwie popierali jego kontrkandydata i po jego przegranej nie czują się zobowiązani by opuścić zajmowane stanowisko. Wiemy również, że szykuje się reorganizacja administracji i zwolnienia.
To są jednak sprawy urzędowe, a bydgoszczan interesuje jak te wszystkie zawirowania przekładają się na jakość życia obywateli. Nowy prezydent chce naprawić dziury w jezdni, ale nie korzystając z usług firm zewnętrznych, tylko siłami Zarządu Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej. Wyposażając go w maszyny niezbędne do naprawy nawierzchni. Jednak to jakie urządzenia, za ile i od kogo kupi nie jest jeszcze ściśle określone. Niestety na dopłaty do wody prawdopodobnie nie możemy liczyć, bo miasta na to nie będzie stać. Jednocześnie prezydent jest otwarty na wszelkie propozycje, sugestie, skargi i kłopoty, których jak mówi chętnie wysłucha na spotkaniach z mieszkańcami.
Przez miesiąc pracy nowego prezydenta byliśmy świadkami kilku głośnych odejść i zwolnień, długotrwałego wyboru zastępców, mozolnej pracy przy sprawdzaniu dokonań poprzednika, brnięcia w ślepy zaułek sytuacji budżetowej i mglistych planów na przyszłość. Rafał Bruski nie chce niczego obiecywać, a nam zostaje wierzyć, że ma plan żeby nam żyło się lepiej.





