Luka w prawie sprawiła, że ranni bezdomni pomieszkują w szpitalach. Nie wiadomo kto ma zapłacić za ich pobyt.
Zima zbliża się wielkimi krokami. Pojawiły się pierwsze przymrozki. To najtrudniejszy okres w roku dla bezdomnych, szczególnie tych, którzy nie mają zamiaru zrezygnować z alkoholu żeby otrzymać schronienie w noclegowniach. Złamania i zwichnięcia kończyn, urazy głowy, zatrucia oraz odmrożenia to najczęstsze dolegliwości z jakimi bezdomni są przywożeni do szpitala. Obowiązek ich leczenia należy do szpitala miejskiego. Jednak ten nie posiada wszystkich oddziałów, między innymi ortopedii. Władze szpitala poprosiły więc o pomoc inne placówki. Trzy z nich: im. Jurasza, im. Biziela i Wojskowy miałyby podzielić się dziesięciodniowymi dyżurami. Decyzje w tej sprawie zapadły jednak bez obecności komendanta szpitala wojskowego. Dlatego ten odmówił pełnienia takich dyżurów. Ale przyjmuje bezdomnych pacjentów, gdy ci się zgłoszą do placówki.
Problem dotyczący chorych bezdomnych jest dość poważny. Takie osoby przywożone przez Straż Miejską najczęściej trzeba myć, strzyc, odwszawiać, a po ich wizycie każdorazowo dezynfekować gabinet. Pacjent w gipsie nie może być przetransportowany do noclegowni i zdarza się, że przez kilka tygodni leży w szpitalu. Władze szpitali twierdzą, że odpowiedzialność za opiekę nad tymi osobami powinna sprawować pomoc społeczna, gdyż lecznice otrzymują pieniądze z NFZ pieniędzy za leczenie, a nie za noclegi i pielęgnację. Niestety Domy Opieki Społecznej mają związane ręce, gdyż decyzją urzędników został zamknięty punkt interwencji kryzysowej. Ponoć działał niezgodnie z przepisami.
Miasto obiecało wybudować lokal dla bezdomnych, którzy są niezdolni do samodzielnej egzystencji spowodowanej chorobą. Niestety do pierwszych śniegów nie zdążą nic postawić, a zdrowie bezdomnych znów pozostaje luką w prawie.
Zima zbliża się wielkimi krokami. Pojawiły się pierwsze przymrozki. To najtrudniejszy okres w roku dla bezdomnych, szczególnie tych, którzy nie mają zamiaru zrezygnować z alkoholu żeby otrzymać schronienie w noclegowniach. Złamania i zwichnięcia kończyn, urazy głowy, zatrucia oraz odmrożenia to najczęstsze dolegliwości z jakimi bezdomni są przywożeni do szpitala. Obowiązek ich leczenia należy do szpitala miejskiego. Jednak ten nie posiada wszystkich oddziałów, między innymi ortopedii. Władze szpitala poprosiły więc o pomoc inne placówki. Trzy z nich: im. Jurasza, im. Biziela i Wojskowy miałyby podzielić się dziesięciodniowymi dyżurami. Decyzje w tej sprawie zapadły jednak bez obecności komendanta szpitala wojskowego. Dlatego ten odmówił pełnienia takich dyżurów. Ale przyjmuje bezdomnych pacjentów, gdy ci się zgłoszą do placówki.
Problem dotyczący chorych bezdomnych jest dość poważny. Takie osoby przywożone przez Straż Miejską najczęściej trzeba myć, strzyc, odwszawiać, a po ich wizycie każdorazowo dezynfekować gabinet. Pacjent w gipsie nie może być przetransportowany do noclegowni i zdarza się, że przez kilka tygodni leży w szpitalu. Władze szpitali twierdzą, że odpowiedzialność za opiekę nad tymi osobami powinna sprawować pomoc społeczna, gdyż lecznice otrzymują pieniądze z NFZ pieniędzy za leczenie, a nie za noclegi i pielęgnację. Niestety Domy Opieki Społecznej mają związane ręce, gdyż decyzją urzędników został zamknięty punkt interwencji kryzysowej. Ponoć działał niezgodnie z przepisami.
Miasto obiecało wybudować lokal dla bezdomnych, którzy są niezdolni do samodzielnej egzystencji spowodowanej chorobą. Niestety do pierwszych śniegów nie zdążą nic postawić, a zdrowie bezdomnych znów pozostaje luką w prawie.



